Lubiąż
          Potężny klasztor pocysterski góruje nad miasteczkiem Lubiąż, doskonale widoczny podczas jazdy z Wrocławia do Legnicy. W okresie ostatniej wojny był fabryką produkującą urządzenia dla przemysłu zbrojeniowego rzeszy.
Na początku można wymienić ważniejsze daty mające zwiazek z klasztorem:
          W kontekście funkcjonujących tu zakładów pojawiają się różne nazwy, przykładowo „Zakład Produkcji Filców Technicznych”, „Schlesische Werkstätten dr Fürstenau und Co”. Wszystko wskazuje, że na terenie klasztoru funkcjonował dość sporej wielkości obiekt przemysłowy, powstała nawet oczyszczalnia ścieków. Wywożono stąd koleją jakieś produkty, na tyle ciężkie, że wybudowano przy dworcu wagę kolejową.
          W zeznaniach nielicznych oficerów SS, maskujących teren, złapanych przez Rosjan, pojawia się opis tajnego projektu, w ramach, którego skonstruowano urządzenie „Dzwon” (die Glocke) („Chronos”?), brak dalszych informacji o zasadach działania i zastosowaniu. Program realizowali prof. Hermann Oberth, dr Ernst Grawitz, dr Edward Tholen, dr Elizabeth Adler, dr Radke. Laboratoria powiązane z projektem należały do Siemens, Bosch, Zeiss, AEG – Telefunken.
          Część relacji wspomina, że pod koniec wojny najważniejszą placówkę badawczą przeniesiono do Książa, a Lubiąż zajął się bardziej produkcją.
         Przez Lubiąż nie przechodziły duże ilości materiałów, mimo to w pobliżu znajdowała się waga i bramka kolejowa, które mogą przeczyć tej teorii (możliwe, że służyły ekspediowaniu gotowych wyrobów), przez Odrę przerzucono dwa mosty, drogowy i kolejowy, obiekt natomiast zużywał duże ilości energii elektrycznej. Maskowanie przeciwlotnicze zapewniały generatory dymotwórcze, były na tyle wydajne, że w przeciągu paru minut mgła otaczała cały rejon. Dwie robotnice przymusowe wspominają taką sytuację : „... patrzymy pewnego razu a klasztoru nie ma, klasztor zniknął ...”
         W pobliskim Domaszkowie odnaleziono po wojnie stosy kwitów i przepustek, delegacji. Często jako miejsce docelowe pojawia się miejscowość Torgau, która jest związana z niemieckim programem atomowym. Jedna z hipotez głosi, że znajdowały się tu między innymi laboratoria atomowe, docelowo Lubiąż miał się przekształcić w swoiste „miasteczko atomowe”. Hipotezę mogą potwierdzać wypowiedzi przesłuchiwanych świadków, którzy opisują urządzenia przypominające wirówki do separacji izotopów, oraz badania nad innymi sposobami ich rozdzielania. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że prowadzono tu prace nad uzyskaniem broni atomowej. Bardzo rozbudowana sieć ujęć wodnych wskazuje na jej duże zużycie, flotacja minerałów lub chłodzenie urządzeń (reaktor?). Świadkowie mówią, że bardzo duży nacisk kładziono na czystość wody, jedna z pogłosek wspomina nawet o doprowadzeniu rurociągu z Prochowic (pod Odrą?). Nieliczni świadkowie jacy pozostali wspominają też o podziemnych laboratoriach podzielonych szklanymi ścianami, (sterylnych?), w których pracowały osoby w białych fartuchach.
         Z kolei świadek o pseudonimie Maria Liszke, żona naczelnika poczty, która była szefową kuchni dla więźniów pracujących pod ziemią, opowiada, że zjeżdżała kilka metrów pod ziemię, widziała hale produkcyjne pod samym klasztorem. Wspomina także o mężczyznach ubranych w białe kitle, których pilnowała straż wojskowa.
         Jak widać z powyższych pogłosek i przesłanek o istnieniu podziemi nie brakuje.Pojawia się także inny opis jednego ze świadków: „Miałem wtedy dwadzieścia pięć lat. Był to początek lat pięćdziesiątych, w Lubiążu jestem od 1951 roku. Razem z kolegami wszedłem do klasztoru. Po lewej stronie od wejścia znajdowała się okrągła klatka schodowa. Zaczęliśmy nią schodzić. W końcu znaleźliśmy się około siedmiu metrów poniżej poziomu piwnicy. Zobaczyliśmy ogromny tunel, który w tym miejscu się rozgałęział. Tunel był półokrągły, sklepiony, mur zbudowano z czerwonej bardzo mocnej cegły. Korytarz był tak duży, że normalnie mogła w nim jeździć ciężarówka. Strzałki na ścianach świadczyły o tym, że przed nami już ktoś odwiedzał to miejsce. Szliśmy z lampami naftowymi około 100 – 150m. Nagle ujrzeliśmy coś w rodzaju zapory, przegrodzenia zrobionego z kątowników. Na to założono i zawieszono takie ... butelki z żelaza i ciężary. Bałem się, że te butelki to miny i dlatego wróciliśmy. Ale droga za siatką była tak samo szeroka i na końcu się rozgałęziała. Na dnie korytarza znajdowały się otwory o średnicy mniej więcej 2m. Były na wpół zamknięte metalowymi włazami. Na brzegu otworów zobaczyliśmy specjalne uchwyty, może do schodzenia w dół. Kiedy spojrzałem przez dziurę, zobaczyłem drugi taki korytarz. Biegł prostopadle do tego, którym szliśmy. Możliwe, że było to takie piętrowe, podziemne miasto.”