Tajemnice Dolnego Śląska




Brzeg Dolny

          Gazy bojowe po raz pierwszy zostały użyte podczas I Wojny Światowej, ilość ofiar była przerażająca, mimo to wszystkie państwa po zakończeniu działań wojennych rozpoczęły prace nad tymi środkami. Prace takie prowadzone były także w Polsce - w laboratorium podlegającym ministerstwu obrony. Uzyskano chlorocetofen, fosgen, chloropikrynę, adamsyt, bromoaceton i iperyt. Prace prowadzono od 1925 roku, trzy lata później produkcja seryjna Iperytu była gotowa. W 1934 roku przeprowadzono pierwsze manewry wojskowe z użyciem gazów na poligonie w Jedwabnie; zatruciu uległo 40 żołnierzy, w tym 15 ciężko. Gaz produkowały zakłady w Dębie pod Sandomierzem; przewożony był w stalowych butlach lub pojemnikach w kształcie gruszki.

          Prace nad gazami bojowymi rozpoczęto także w Niemczech, jednak do 1935 roku nie istniał zakład, w którym można by uruchomić produkcję seryjną. Loaklizacja takiego ośrodka nastręczała pewien problem, oprócz oczywistych aspektów zachowania tajemnicy, pozostawał także problem zaopatrywania takiego zakładu w duże ilości wody, dlatego też po wojnie na terenie Polski odnaleziono liczne zakłady chemiczne mieszczące się nad dużymi rzekami, przykładowo Blachownia, Police, Krzystkowice.

          Projektowanie zakładu w Brzegu Dolnym rozpoczęto w 1939 w Lipsku, właścicielem kompleksu był koncern IG Farben, plany ukończono w dużym pośpiechu w latach 1940 - 41 , ośrodek zakodowano pod nazwą "Anorgana".

          W budowie uczestniczyły liczne zakłady z tereniu Niemiec, oczywiście zlokalizowano tu także rezerwuar taniej siły roboczej filię obozu Gross Rosen Aussenkommando Dyhernfurth I i II.

          Po uruchomieniu zakładów nie zlikwidowano obozów, zmienił się tylko zakres ich prac. Komndo I zajmowało się produkcją gazów i ładowaniem ich do pocisków i bomb, natomiast Komando II w liczbie 2.000 - 3.000 więźniów w dalszym ciągu rozbudowywało zakład. Różnice w warunkach życia między oboma obozami były bardzo duże, o ile do pierwszego kierowano w miarę zdrowych więźniów i zapewniano im w miarę znośne warunki, o tyle drugi obóz nawet przez Niemców był nazywany Domem Elfów, ludzie znikali tam jak elfy,

          Odrębną grupą więźniów byli ludzie z grupy RU (powrót niepożądany), pracowali w wydzielonej hali, z ograniczonym prawem wstępu dla ludzi postronnych. O stopniu utajnienia produkcji niech świadczy fakt, że ss - mani pilnujący obozu mimo podpisania oświadczenia o zachowaniu tajemnicy, nie mieli prawa oglądać więźniów przy pracy, nawet podczas wyładunku transportu pocisków do napełnienia ustawiano wokół wagonów specjalne parawany, podobnie sprawa miała się z wywozem gotowych produktów.

          Wydzielona hala fabryki, w której trwało napełnianie pocisków miało doprowadzone przewody z gazem bojowym . Drzwi i okna hali były zamykane hermetycznie. Dla wentylacji kanałami w podłodze wdmuchiwano powietrze pobierane z wysokich kominów. Budynek był podzielony na pomieszczenia, poczynając od biura i stolarni, w której naprawiano uszkodzone w transporcie skrzynie z pociskami, przygotowywano też materiał do unieruchomienia w wagonach gotowego wyrobu. Dalej było stanowisko napełniania bomb gazem, ich magazyn, pomieszczenie napełniania pocisków artyleryjskich i szklanych pojemników, stanowiska cechowania, kontroli itd. Część produkcji wywożono z fabryki cysternami. Płynny tabun wlewały do pocisków specjalne maszyny. Otwór wlewowy zakręcano nakrętką i zamalowywano żółtą farbą, która zmieniała kolor na czerwony, gdy środek się ulatniał. Szczelność bomb sprawdzano ponadto w dwóch komorach podciśnieniowych, a szklane pojemniki zamykano specjalnym urządzeniem stapiającym szkło. Produkt nieszczelny wracał do cywilnego pracownika, który wykręcał nakrętkę i jakąś substancją neutralizował truciznę.

          Miasto i fabryka zostały zajęte przez Rosjan 26 stycznia 1945 roku, bez walki, Niemcy wycofali się w popłochu za Odrę, niszcząc prom i most kolejowy. Rosjanie nie bardzo orientowali się, co zostało zdobyte - po zostawieniu niewielkiego garnizonu wartowniczego jednostki wyruszyły w stronę Trzebnicy. Na rozkaz komendantury obrony Wrocławia z grupy generała Sachsenheimer stacjonującej pod Wrocławiem wydzielono oddział szturmowy, który 4 lutego 1945 roku, zajął fabrykę i przez dwa i pół dnia dokonywał zniszczeń i maskowań w zakładzie. 6 lutego, po ściągnięciu większych sił radzieckich Niemcy wycofali się z zakładu. Wycofując się z zakładów Niemcy zabrali ze sobą część pojemników z gazem, prawdopodobnie zostały przeniesione do zakładu zlokalizowanego w podwrocławskiej Leśnicy.

          Po wojnie zakład zaczął działalność na nowo, oczywiści oficjalnie produkcja dotyczyła tylko środków pokojowych, ale nieoficjalnie mówiło się o produkcji gazów i innych środków specjalnych, jak nazywano produkcję dla wojska. Obecnie nie można oglądać hal fabrycznych, produkcja trwa w nich nadal, silny zapach chemikaliów unosi się prawie nad całym miastem.

          Pisząc powyższy tekst pomagałem sobie artykułem "Dyhenfurt" Sławomira Kordaczuka z czasopisma "Eksplorator", z którego pochodzi także zamieszczony szkic obozu.





powrót do strony głównej