Kamienna Góra
Wstęp    Góra Kościelna    Góra Zamkowa    Góra Widok    Antonówka (ruski las)
          Ze względu na naloty 9.04.1943 Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy zapowiedziało przeniesienie zakładu produkcji łożysk kulkowych ze Schweinfurtu na Śląsk. Już 14.04.1943 przedstawiciele ministerstwa z gauleiterem K. Hanke i rzeczoznawcą z Inspekcji Zbrojeniowej wizytowali zakłady tekstylne w Kamiennej Górze w celu wyszukania odpowiednio dużej powierzchni produkcyjnej dla firmy Kugelfischer. W dniu 18.05.1943 zapadła decyzja Ministerstwa Lotnictwa o przeniesieniu także firmy VKF (Vereinigte Kugellager - Fabrik) ze Schweinfurtu. Były to kluczowe fabryki produkujące łożyska kulkowe na potrzeby przemysłu lotniczego, umieszczono je w trzech częściach zakładu jako fabryka łożysk kulkowych Kramsta Methner und Frahne.
      Pierwszy transport więźniów (około 800) z Gross Rosen przybył do miasta 17.07.1944 i został ulokowany w zachodniej części miasta nad rzeką Bóbr na terenie byłego obozu dla jeńców francuskich, w maju 1945 w obozie przebywało już 1.600 więźniów, Polaków, Rosjan, Czechów, Słowaków.
          Pierwsza część zakładów (tzw. Werk I) znajdował się około 700 m od obozu w pomieszczeniach ewakuowanej fabryki lniarskiej, więźniowie zajmowali się toczeniem i hartowaniem pierścieni do łożysk kulkowych, zlokalizowana była też tam kuźnia, praca trwała na 2 zmiany w dzień pracowało 400 a w nocy 300 więźniów. Druga część zakładów (tzw. Werk II) znajdował się bliżej centrum około 1.200 m od obozu. Praca trwała na jedną zmianę, 400 więźniów montowało gotowe łożyska, pakowało i przygotowywało do wysyłki. Trzecia część zakładów (tzw. Werk III) znajdowała się około 2 km od obozu, w północno zachodniej części przedmieścia. W nieskończonej hali tłoczono pierścienie (sztancowano). Pracowało tam 350 więźniów na jedną zmianę.
          Jeden z więźniów opisuje jak w połowie lutego 1945 po ogłoszeniu alarmu przeciwlotniczego obserwowano jak mieszkańcy miasteczka udają się do schronów przeciwlotniczych (wielu schronów) zlokalizowanych w stoku góry około 200 metrów od obozu. Wszystkich więźniów w tym czasie zapędzono do zlokalizowanego obok schronów lochu, był on zbudowany przez samych więźniów, nieukończony, bez oświetlenia i wentylacji, wejście było zamykane potężnymi stalowymi drzwiami.
          Inny więzień opisuje wypadki z początku 1945 "... Oglądaliśmy z przerażeniem przeciągające gromady ewakuowanych więźniów z Auschwitz i innych obozów zlokalizowanych na wschód od nas. Widzieliśmy, jak wpędzono te gromady na noc w lochy wyżłobione w pobliskim zboczu wzgórza, skąd po każdym takim noclegu wynoszono kupy trupów, uduszonych z braku powietrza."
          Kolejny więzień opisuje alarm przeciwlotniczy z kwietnia 1945 ".. w wielkim pośpiechu ogłoszono apel całego obozu i popędzono nas do lochów znajdujących się pod górą po drugiej stronie Bobru, nieopodal obozu. Biegnąc, z daleka zobaczyliśmy wybity w zboczu góry duży otwór. W ten otwór wbiegliśmy popędzani przez esesmanów i szczuci psami. Przekroczyliśmy potężną bramę zrobioną z żelaza, która po naszym wejściu szczelnie zamknęła otwór. Kilka metrów za tą bramą znajdowała się druga brama zrobiona z żelaznej kratownicy, która również za nami została zamknięta. Wpędzono nas do długiego korytarza, bardzo wysokiego, wykutego w skale, bez obudowy. Po bokach leżały żelazne rury, pręty metalowe, druty. Korytarz był oświetlony bardzo słabym światłem. Jakie to było oświetlenie nie pamiętam. Następnie popędzono nas do obszernej hali również wykutej w skale. Nie była ona zabudowana. Było tam ciemno. Trochę światła wpadającego z korytarza bardzo mało oświetlało halę, tak, że trudno było coś dokładnie zauważyć. Hala ta musiała być bardzo obszerna, skoro wszyscy więźniowie tam się zmieścili. Gdy zamknęły się za nami żelazne wrota ogarnął nas strach i niepewność. Sądziliśmy, że tu będą mogli nas zagazować... Zwróciłem się do jednego z zapytaniem (po niemiecku), czy nie chcą nas tutaj wykończyć gazem. Odpowiedział po polsku, że tu gazów nie użyją, gdyż są porobione wywietrzniki do samego szczytu góry.... Przypuszczaliśmy, że budują tam jakąś fabrykę."
          Opisywane schrony znajdują się przy ulicy Wiejskiej, praktycznie na przeciwko dawnego obozu. Jest to zespół trzech schronów, niewielkich gabarytami, całkowicie wykończonych.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zdjęcia wykonał Jerzyk
          W samym mieście znajduje się kilka prawdopodobnych miejsc, gdzie zlokalizowano podziemne obiekty. Są to:
Góra Kościelna
          Niepotwierdzone informacje mówią o istnieniu rozległego podziemnego kompleksu,główna sztolnia miała jakoby mieć około 900 m długości.Jego część po wojnie miała być wykorzystywana jako pomieszczenia magazynowe. Świadkowie właśnie tam lokalizują podziemny szpital, który miał mieć podziemne połączenie kolejką z kompleksem sanatoryjnym. W okolice szpitala miała być doprowadzono bocznica kolejowa. Inna z wersji mówi, że szpital pod koniec wojny został przemianowany na filię zakładów Kruppa.
          świadkowie twierdzą, żę część wejść do podziemi znana była po wojnie, Rosjanie podejmowali próby penetracji, ale po kilkukrotnym natrafieniu na zawały i miny zrezygnowali. Równie nieskuteczne były próby zbadania tych podziemi, podjęte przez polskie wojsko, które ostatecznie zdecydowało się dalsze ich badanie odłożyć na później. Ujawnione po wojnie wejścia wysadzono i ponownie zamaskowano. Jeden z uczestników tamtych wydarzeń opowiada, że w przypadku takich niedokończonych odkryć, Rosjanie byli zainteresowani szybkim uznaniem, że "tam nic nie ma. W ten sposób ukrywano braki w pracy wywiadu, który o wielkiej ilości podziemnych obiektów w Sudetach nic właściwie nie wiedział.
          Pogłoski mówią, jakoby niektórym poszukiwaczom udało się zdobyć fragmenty dokumentacji budowy tego szpitala, na podstawie których twierdzą, że zaplanowana i zbudowana tam infrastruktura zapewniała warunki dla funkcjonowania od 280 do 300 łóżek. Wiadomo także, że 9 lub 12 różnych wejść do szpitala zabezpieczonych było gazowo- i ognioodpornymi bramami - śluzami, które pozwalały, dzięki działaniu specjalnego systemu wentylacji, na długie, autonomiczne funkcjonowanie obiektu. Szpital, choć jest ukryty głęboko pod ziemią, miał zapewnioną komunikację "poziomą", bo zbudowano go pod dość dużym wzniesieniem. Wspomniany autochton opowiadał, że już pod koniec wojny, korzystając z wolnych powierzchni w szpitalnym podziemiu zbudowano wielką halę wykorzystywaną przez koncern Kruppa na cele produkcyjne. Doprowadzono nawet do tego miejsca dziś już nieistniejącą kolejową bocznicę. Pod tym samym, rozległym górskim stokiem, tyle, że od strony zachodniej, budowano inne, podziemne pomieszczenia. O tych robotach zachowały się relacje rosyjskich więźniarek, które pod koniec wojny tam pracowały. Niemiec - autochton, dawny obozowy stolarz, twierdzi, że kobiety te pracowały tak jak górnicy, właściwie nie wychodząc z podziemi. Choć po wojnie ujawniono prawdopodobnie, co najmniej trzy wejścia do szpitalnych podziemi, nikt do szpitala chyba nie dotarł. Zawsze jednak pozostaje pytanie, po co Niemcy tak bardzo utrudnili dotarcie do podziemi?
Góra Zamkowa
          Podziemny obiekt, prawdopodobnie dwa wejścia i jeden szyb. Wejście numer 1 zawalone i zamurowane. Podziemia nie są wykończone, w tunelu pozostałości torów kolejowych. Prawdopodobnie system wentylacyjny łączy podziemia z grobowcami na pobliskim cmentarzu. Nie ma natomiast wejść przez kaplice cmentarną. Prawdopodobnie na przedłużeniu jednego z chodników istnieją podziemne hale, mówi się o prawdopodobnym drugim poziomie wyrobisk. Przeznaczenie obiektu nieznane, mógł być to schron przeciwlotniczy, na co może wskazywać położenie w centrum miasta, długość wyrobisk około 500m. Uderzające podobieństwo do obiektu w Jeleniej Górze pod górą Kościuszki.
Góra Widok
          Zachodnie przedmieścia Kamiennej Góry. Budowa rozpoczęta w 1944, na południowym stoku góry, 2km od centrum. Niestety więcej szczegółów na razie brak
Antonówka (ruski las)
          Osiedle zlokalizowane w pobliżu miasta, bogata infrastruktura naziemna okolicy. Prawdopodobnie cały obiekt nosił nazwę Concordia. Prawdopodobnie pod koniec wojny uruchomiono tu produkcje, pomimo że obiekt nie został w pełni wykończony.
          Opis obiektu znajduje się w wykazie obiektów opuszczonych i niewłaściwie zagospodarowanych z 1953r. "Powiat Kamienna Góra wzgórze Antonin na linii Jelenia Góra Wałbrzych. Była fabryka amunicji, na obszarze 70 ha, 44 budynki naziemne. Bardzo wiele magazynów podziemnych niezupełnie zbudowanych (częściowo zasypane i zalane wodą). Fabryka zatrudniała 9.000 ludzi."
          W okresie wojny zbudowano na stokach góry ogromne zabudowania liczące po kilkadziesiąt metrów długości nieznanego przeznaczenia (magazyny, budynki mieszkalne), z Kamiennej Góry doprowadzono bocznicę kolejową, jej zakończenie prawdopodobnie podciągnięto do podziemnej części kompleksu (niektórzy świadkowie potrafią jakoby wskazać miejsce gdzie ten wjazd się znajdował), dobrze rozbudowano sieć dróg i kanalizacji. Drążono sztolnie o niespotykanych kształtach, jedna z nich zachowała się, jej przebieg, co kilkanaście metrów załamuje się pod kątem prostym, prawdopodobnie przygotowana do wysadzenia, świadczą o tym ślady po odwiertach wokół wejścia do założenia materiałów wybuchowych. Nie wiadomo, do czego mogła służyć i dlaczego zamierzano ją wysadzić, sztolnia znajduje się dopiero w początkowej fazie drążenia.
          Prawdopodobnie dość rozbudowana jest część podziemna, niektórzy twierdzą, że włączono w kompleks stare wyrobiska kopalniane, sięgające aż po Raszów i inne okoliczne miejscowości. W terenie widoczne obwałowane płaszczyzny nieznanego przeznaczenia, regularnie wyglądające zagłębienia, prawdopodobne pozostałości po kolejce normalno i wąskotorowej.
          Najprawdopodobnie była to fabryka amunicji lub lekkiej broni, jedna z teorii mówi też, że mogło się tu znajdować laboratorium biologiczne.
          Zastanawiająca jest też liczba zatrudnionych więźniów podawana w różnorodnych wykazach. W Kamiennej Górze staniały poza Antonówką także inne obozy pracy, niestety niewiele o nich wiadomo były to Boberlager, Hirshberglager i komando przy ulicy Ziedererstrasse 13, nie wiadomo jednak ilu więźniów tam przebywało ani czym się zajmowali. Z innej strony wiadomo, że więźniów z Kamiennej dowożono pociągami do fabryki w Kowarach Krzaczynie, co z kolei powoduje powstanie innch pytań (ale to temat na odrębny artykuł).
          W 1945 teren zajęli Rosjanie, przebywali tam, do 1949, co może świadczyć, że jednak coś znaleźli i próbowali albo zdemontować albo zbadać. Prawdopodobnie plany podziemi Rosjanom przekazały władze lokalne lub pracownicy firmy, mimo tego, często zdarzały się wybuchy min pułapek. Rosjanie ponoć bez problemu dostali się do hal produkcyjnych, jednak przy próbie demontażu urządzeń doszło do wybuchu, w rezultacie zaniechano dalszych prób eksploracji, a wejścia zostały wysadzone.
         Rosjanie zajmowali się tu także niszczeniem broni i amunicji z pobojowisk Dolnego Śląska. Odchodząc zalali podziemia a wejścia wysadzili.
          Do roku 1950 teren zajmowała karna kompania WP, w okolicy zaczęto magazynować amunicję zwożoną z pobojowisk Dolnego Śląska, którą potem niszczono, z tego powodu pobliskie zagajniki noszą nazwę Wybuchy.
          Mieszkańcy Kamiennej mówią także o tunelu łączącym Antonówkę z dworcem z Kamiennej Górze, niektórzy ponoć potrafią wskazać jego położenie. Zastanawiający jest jednak cel jego budowy, przecież istniała naziemna linia kolejowa. Prawdopodobnie pozostała się jeszcze prochownia otoczona lasem (niestety nie udało mi się jej odnaleźć), mieszkańcy twierdzili, że jest zagłębiona w ziemi na 7 pięter (?) i posiadała podziemne połączenie z Kamienną Górą. Tunelem jeździć miała kolejka wąskotorowa. Koło prochowni ciągnęły się bunkry. Potem większość zabudowań rozebrali miejscowi. W okolicznym lesie liczne wejścia do podziemi, niektóre zasypane lub zamurowane, niektóre drożne.
          Niektóre przekazy z tamtych czasów potwierdzają, że także w tym miejscu wielokrotnie dochodziło do eksplozji zastawionych przez Niemców pułapek minerskich, co ostatecznie spowodowało zaniechanie penetracji podziemi. Skala produkcji materiałów wojennych była w Antonówce tak duża, że ze względu na bezpieczeństwo podziemi magazyny produkowanej tam amunicji przeniesiono na zewnątrz, do lasu, pod namioty. Niemcy wycofując się, składy te kolejno wysadzali w powietrze, co spowodowało zasypanie okolicznych lasów gradem niewybuchów. Niestety, można je tam znaleźć do dziś. Podziemia Antonówki ciągną się w kierunku Raszowa, Pisarzowic, a także Janowic Wielkich. Jak daleko jednak sięgają, nie wiadomo? W czasie wojny tereny te były słabo zamieszkane, co sprzyjało lokowaniu tam podziemnych, tajnych inwestycji. Niestety nie wiadomo, jak rozległe jest zatopienie tego kompleksu. Niektórzy znawcy tego tematu twierdzą, że Rosjanie dotarli tylko dość blisko od wejść i nigdy nie wdarli się do serca Antonówki, położonej głęboko w górach, na zachód i północ od tych wejść.
          Na przełomie lat 60 i 70 wojsko podjęło próbę ponownego dotarcia do podziemi. Pomimo wykorzystania wydajnych pomp strażackich nie udało się obniżyć poziomu wody. Jeden ze świadków twierdzi, że zna przynajmniej jeszcze dwa wejścia,w tym jedno od strony Raszowa, częściowo zasypana stroma sztolnia z licznymi drutami biegnącymi pod ziemię. Drugie ma się znajdować w samej Antonówce, jednak trudne do lokalizacji, odnaleziono w nim kilka leżących min. Generalnie obiekt można podzielić na dwie części jedna po lewej stronie potoku, druga za potokiem. Pierwsza całkowicie widoczna zbudowana na powierzchni ziemi, obecnie osiedle mieszkaniowe, w czasie wojny też stanowiło osiedle. Dalej wzdłuż potoku i drogi budynki magazynowe, jeszcze dalej były budynki mieszkalne i na polance nad potokiem kasyno oficerskie. Nad osiedlem w pobliżu bramy wjazdowej znajduje się cmentarz, raczej ślad po nim, niestety nie wiadomo, kto jest na nim pochowany, prawdopodobnie są to więźniowie lub robotnicy przymusowi. Kilka lat temu Związek Niemców Sudeckich i niemiecka organizacja kościelna nie były zainteresowane identyfikacją grobów. Na cmentarzu widoczne ślady mogił zbiorowych z betonowymi tabliczkami z wyrytymi numerami, co może świadczyć o dokładnej ewidencji zgonów. Druga część obiektu zlokalizowana w lesie. Wybudowane obiekty tworzą pewien zamknięty schemat, połączony siecią dobrych dróg, instalacji wodnych oraz betonowych zbiorników zagłębionych w ziemi, niektóre wypełnione wodą, część z nich jest sucha.